Myślałam, że ta chwila nadejdzie za około 1,5 miesiąca, ale Zuza namówiła mnie, żeby zrobić to wcześniej.
A więc...
... Drogie Panie i drodzy Panowie...
... Z ogromną radością mogę się pochwalić i ogłosić, ...
... że oficjalnie (już wczoraj!) ruszył ...
fan page Mesmerizing Bakes na facebook'u!!!
Wystarczy kliknąć "Lubię to!" w okienku po prawej stronie i zostaniesz połączony z fan page'm.
Dzięki temu łatwiej będzie można śledzić co się dzieje na blogu oraz być ze mną w kontakcie. Zachęcam gorąco do współpracy - jestem otwarta na nowe pomysły i projekty :)
P.S
Dziękuję wszystkim, którzy czytają mojego bloga i są dla mnie inspiracją, bo dzięki temu świetnie się bawię i rozwijam swoje umiejętności kulinarne!:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydarzenie roku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydarzenie roku. Pokaż wszystkie posty
środa, 17 sierpnia 2011
piątek, 12 sierpnia 2011
wielka przygoda w Dolinie Muminków
Post dedykuję Oli-Fasoli i Jankowi. Dzięki za genialny tydzień i super towarzystwo!!! :)
Jak zapowiedziałam wcześniej - krótka (a to niełatwe!!!) relacja z wypadu do Helsinek. Nie tylko zwiedzanie miasta ale i doznania kulinarne były celem mojego wyjazdu. No i oczywiście sprawdzenie, czy według stereotypowego myślenia Skandynawowie nie są przystojni...
Helsinki są stolicą Finlandii. To miasto zamieszkuje około 600tysięcy ludzi. Tabliczki z nazwami ulic i miejscowości są dwujęzyczne : w języku fińskim i szwedzkim. To naprawdę barbarzyński język, ale na szczęście prawie wszyscy mieszkańcy posługują się językiem angielskim. Walutą Finlandii jest euro, jednak ceny są bardzo wysokie. Dodatkowo trzeba przesunąć zegarek o godzinę do przodu, bo w Helsinkach słońce wschodzi wcześniej niż w Polsce. Jeżeli ktoś wybiera się tam samochodem należy pamiętać o tym, że mandaty za przekroczenie prędkości są bardzo, BARDZO wysokie, bo stanowią aż 10% ROCZNYCH ZAROBKÓW!!!!
Tyle podstawowych informacji. Natomiast jeśli chodzi o nasz wyjazd...
Fasola leciała pierwszy raz samolotem, ale chyba ja się bardziej denerwowałam tym, że ona była zestresowana ^^ Leciało się szybko bo tylko 1h i 50minut. Nie trzęsło za bardzo, co mnie dosyć zdziwiło, bo wiatr nad Helsinkami jest dość mocny. Z lotu ptaka miasto wyglądało niesamowicie - pełno maleńkich wysepek, zatoczek. Trochę jak puzzle.
Gdy wylądowaliśmy, lotnisko sprawiało wrażenie naprawdę niewielkiego, kameralnego. Leży około 30 minut od centrum miasta, do którego musieliśmy dojechać autobusem. Cena biletu na 2h? 4 euro. Sami widzicie jakie są tam ceny...
Mieszkaliśmy u Janka w domu, w Espoo, mieście położonym bardzo blisko Helsinek, gdzie mieszka większość ludzi, którzy dojeżdżają do Helsinek do pracy czy szkoły.
Cudowny, przestrzenny dom z widokiem na jedną z zatoczek Zatoki Fińskiej, cisza, spokój i pomost na Bałtyk. Czułyśmy się trochę jak na Mazurach. Czego chcieć więcej?
Jest wiele rzeczy, które mnie i Fasolę zaskoczyły w Helsinkach i Finach. To krótka lista:
1. Finowie NAPRAWDĘ są przystojni! Nie mówię, że wszyscy, ale tam widziałyśmy przez tydzień tylu przystojnych facetów, ilu w Polsce nie widziałam przez miesiąc.
2. Ludzie są bardzo spokojni, cisi, zachowują prywatność dla siebie. Widać to np. w autobusach, gdzie wszyscy siadają pojedynczo, a gdy chcesz się przysiąść - patrzą na Ciebie jakbyś chciał naruszyć ich przestrzeń prywatną
3. Naprawdę cudowne jest to, że wszyscy mówią po angielsku. Fiński jest tak trudnym językiem, że nie sposób się domyślić o co chodzi. Być może dlatego miałyśmy niezły ubaw z różnych nazw, które brzmią podobnie do polskich (zdjęcia niżej!!!)
4. Helsinki są bardzo małym miastem - wszędzie jest blisko, trudno się w nim zgubić.
5. Komunikacja jest bardzo droga - za bilet na 5 dni wydałyśmy 36 euro!!!
6. Piwo jest obrzydliwe! Rozwodnione, bez smaku, jednym słowem - siki.
7. Genialne jest połączenie nowoczesnych budynków ze starszymi oraz muru, drewna i szkła razem z wodą. Jeśli ktoś pracuje w biurze z widokiem na morze to nie zazdroszczę - skupić się przy takim widoku to musi być bardzo duży problem!
8. Pełno ludzi biegających i jeżdżących - na rowerze, rolkach, łyżworolkach. Starzy, młodzi, z dziećmi, single. To chyba choroba narodowa.
9. Brak puszek i butelek plastikowych w śmietnikach, bo są warte 0,15 - 0,20 euro, dlatego wielu Cyganów "trudni się" zbieraniem i wymienianiem tego w sklepach.
10. Helsinki trudno określić jednoznacznie, zakwalifikować do jednej szufladki. To miasto pełne sprzeczności - połączenie natury i stylu secesyjnego. Monumentalnych i ciężkich budowli z lekkimi i przeszklonymi biurami.
A teraz nazwy, które nas rozbawiały do łez:
Jeśli chodzi o przepisy i to co jedliśmy - wszystko będzie się ukazywać systematycznie :) Zapraszam gorąco!
Polecam:
- fińska karjalanpiirakka i żurawina
- przepyszny łosoś z sosem holenderskim
- fasolowe muffiny z nadzieniem w środku
- poropyörykät, paella i korvapuusti
Jak zapowiedziałam wcześniej - krótka (a to niełatwe!!!) relacja z wypadu do Helsinek. Nie tylko zwiedzanie miasta ale i doznania kulinarne były celem mojego wyjazdu. No i oczywiście sprawdzenie, czy według stereotypowego myślenia Skandynawowie nie są przystojni...
Helsinki są stolicą Finlandii. To miasto zamieszkuje około 600tysięcy ludzi. Tabliczki z nazwami ulic i miejscowości są dwujęzyczne : w języku fińskim i szwedzkim. To naprawdę barbarzyński język, ale na szczęście prawie wszyscy mieszkańcy posługują się językiem angielskim. Walutą Finlandii jest euro, jednak ceny są bardzo wysokie. Dodatkowo trzeba przesunąć zegarek o godzinę do przodu, bo w Helsinkach słońce wschodzi wcześniej niż w Polsce. Jeżeli ktoś wybiera się tam samochodem należy pamiętać o tym, że mandaty za przekroczenie prędkości są bardzo, BARDZO wysokie, bo stanowią aż 10% ROCZNYCH ZAROBKÓW!!!!
![]() |
| luterańska katedra na Placu Senackim |
Tyle podstawowych informacji. Natomiast jeśli chodzi o nasz wyjazd...
Fasola leciała pierwszy raz samolotem, ale chyba ja się bardziej denerwowałam tym, że ona była zestresowana ^^ Leciało się szybko bo tylko 1h i 50minut. Nie trzęsło za bardzo, co mnie dosyć zdziwiło, bo wiatr nad Helsinkami jest dość mocny. Z lotu ptaka miasto wyglądało niesamowicie - pełno maleńkich wysepek, zatoczek. Trochę jak puzzle.
Gdy wylądowaliśmy, lotnisko sprawiało wrażenie naprawdę niewielkiego, kameralnego. Leży około 30 minut od centrum miasta, do którego musieliśmy dojechać autobusem. Cena biletu na 2h? 4 euro. Sami widzicie jakie są tam ceny...
Mieszkaliśmy u Janka w domu, w Espoo, mieście położonym bardzo blisko Helsinek, gdzie mieszka większość ludzi, którzy dojeżdżają do Helsinek do pracy czy szkoły.
Cudowny, przestrzenny dom z widokiem na jedną z zatoczek Zatoki Fińskiej, cisza, spokój i pomost na Bałtyk. Czułyśmy się trochę jak na Mazurach. Czego chcieć więcej?
Jest wiele rzeczy, które mnie i Fasolę zaskoczyły w Helsinkach i Finach. To krótka lista:
1. Finowie NAPRAWDĘ są przystojni! Nie mówię, że wszyscy, ale tam widziałyśmy przez tydzień tylu przystojnych facetów, ilu w Polsce nie widziałam przez miesiąc.
2. Ludzie są bardzo spokojni, cisi, zachowują prywatność dla siebie. Widać to np. w autobusach, gdzie wszyscy siadają pojedynczo, a gdy chcesz się przysiąść - patrzą na Ciebie jakbyś chciał naruszyć ich przestrzeń prywatną
3. Naprawdę cudowne jest to, że wszyscy mówią po angielsku. Fiński jest tak trudnym językiem, że nie sposób się domyślić o co chodzi. Być może dlatego miałyśmy niezły ubaw z różnych nazw, które brzmią podobnie do polskich (zdjęcia niżej!!!)
4. Helsinki są bardzo małym miastem - wszędzie jest blisko, trudno się w nim zgubić.
5. Komunikacja jest bardzo droga - za bilet na 5 dni wydałyśmy 36 euro!!!
6. Piwo jest obrzydliwe! Rozwodnione, bez smaku, jednym słowem - siki.
7. Genialne jest połączenie nowoczesnych budynków ze starszymi oraz muru, drewna i szkła razem z wodą. Jeśli ktoś pracuje w biurze z widokiem na morze to nie zazdroszczę - skupić się przy takim widoku to musi być bardzo duży problem!
8. Pełno ludzi biegających i jeżdżących - na rowerze, rolkach, łyżworolkach. Starzy, młodzi, z dziećmi, single. To chyba choroba narodowa.
9. Brak puszek i butelek plastikowych w śmietnikach, bo są warte 0,15 - 0,20 euro, dlatego wielu Cyganów "trudni się" zbieraniem i wymienianiem tego w sklepach.
10. Helsinki trudno określić jednoznacznie, zakwalifikować do jednej szufladki. To miasto pełne sprzeczności - połączenie natury i stylu secesyjnego. Monumentalnych i ciężkich budowli z lekkimi i przeszklonymi biurami.
![]() |
| krem do opalania OBOWIĄZKOWYM dodatkiem w walizce |
![]() |
| secesyjna wieża dworca głównego |
![]() |
| nie mogłyśmy ominąć Moomin Shopu! W końcu Finlandia słynie z Muminków |
![]() |
| pewnego wieczoru zrobiłyśmy sobie piknik w uroczej zatoczce |
![]() |
| zdjęcie na wycieczkę z Mrągowa |
![]() |
| sobór Uspieński - największa cerkiew poza Rosją w Europie Wschodniej |
![]() |
| jedna z uroczych helsińskich wyspek |
![]() |
| Eduskantalo - fiński parlament |
![]() |
| z takimi domkami kojarzy mi się Skandynawia |
![]() |
| musiało być zdjęcie z wystawą Louis Vuitton |
![]() |
| jeden z najładniejszych budynków w Helsinkach - ogród zimowy Teatru Szwedzkiego |
![]() |
| jedzenie na targu to sama przyjemność! tylko ceny trochę wysokie ^^ |
![]() |
| widok z samolotu w drodze powrotnej |
A teraz nazwy, które nas rozbawiały do łez:
Jeśli chodzi o przepisy i to co jedliśmy - wszystko będzie się ukazywać systematycznie :) Zapraszam gorąco!
Polecam:
- fińska karjalanpiirakka i żurawina
- przepyszny łosoś z sosem holenderskim
- fasolowe muffiny z nadzieniem w środku
- poropyörykät, paella i korvapuusti
wtorek, 9 sierpnia 2011
ostrrre jak brzytwa!
Tym razem nie będzie smakowitego przepisu na ostrą potrawę, ale raczej coś na kształt podzielenia się opinią.
Otóż wczoraj wróciłam do domu z tygodniowego pobytu w Helsinkach (relacja i przepisy JUŻ WKRÓTCE!!!) i Mama oznajmiła, że nareszcie kupiła nowy zestaw noży, o którym mówiła już od długiego czasu.
Bezsprzecznie zestaw się przyda. Jednak wracając samochodem z lotniska myślałam, że to jakieś zwykłe narzędzia kuchenne. Generalnie - nic specjalnego. Od zawsze marzyłam o tym, żeby nauczyć się szybko ciąć marchewkę takim ogromnym nożem, który w rękach specjalisty wygląda jakby płynął...
W każdym razie, gdy przekroczyłam próg domu, pobiegłam zobaczyć ten nowo zakupiony zestaw i doznałam szoku! Wśród 5 noży znajdował się właśnie ten!!! Jestem przeszczęśliwa, bo naukę zaczęłam od razu ^^
Dodatkowo, noże nie byle jakie, bo firmy Gerlach. Skusiło mnie to do zopoznania krótko z historią firmy. Oto co znalazłam:
"Początki firmy Gerlach sięgają roku 1760 i wiążą się z osobą Filipa Szaniawskiego, założyciela fabryki
i budowniczego wielkiego pieca, który stanowił punkt wyjścia do jej szybkiego rozwoju.
W 1824r., po praktykach odbytych w Wiedniu i Berlinie, przybył do Warszawy Samuel Gerlach. Wyroby firmy Gerlach, usytuowanej wtedy przy ulicy Podwale, cieszyły się wielkim uznaniem, a ich wysoką jakość potwierdzały złote medale, przyznawane na licznych wystawach sprzętu technicznego. Najważniejszym wyróżnieniem stało się zezwolenie cechowania wyrobów znakiem korony, nadane przez samego cara Mikołaja I. Korona ta jest odtąd istotnym elementem godła Gerlach.
W 1846r. Kierownictwo fabryki przejął August Kobylański. Ten wielki patriota, zaangażowany w sprawy wyzwolenia kraju, został niestety po klęsce Powstania Styczniowego osadzony w warszawskiej Cytadeli. Rodzina Kobylańskich była zmuszona sprzedać fabrykę.
W 1875r. Samuel Kobylański, potomek powstańca, wskrzesił firmę pod nazwą "S. Kobylański dawniej S. Gerlach". Pragnąc nawiązać do dawnych tradycji Gerlacha, usilnie pracował nad dostosowaniem jej do wymagań rynku. Solidne wyroby firmy podbiły rynek całego Królestwa Polskiego. W 1886 roku Samuel Kobylański kupił Kuźnice Drzewickie i przeniósł firmę do Drzewicy. Na nowym miejscu, pod nowa nazwą "Bracia Kobylańscy Fabryka Wyrobów Stalowych dawniej Gerlach" fabryka rozpoczęła produkcję w 1893 roku. Samuel Kobylański, modernizując zakłady zastąpił najpierw siłę napędową wody, parą, a wkrótce silnikiem spalinowym.
W 1928r. Spółka została przekształcona w przedsiębiorstwo "Kobylańscy Spółka Akcyjna dla Przemysłu
i Handlu Wyrobami Stalowymi". W latach trzydziestych jej kierownictwo powierzono synowi Samuela - Kazimierzowi Kobylańskiemu, który przeprowadził wiele reform - m.in. uruchomił nowe wydziały produkcyjne i zelektryfikował fabrykę. Dynamiczny rozwój przerwała II Wojna światowa. W 1943 roku pracowników fabryki wraz z maszynami wywieziono do miejscowości Guben w Niemczech.
Po wojnie odzyskano większą część maszyn i od 1945 roku wznowiono produkcję pod zarządem państwowym. W 1955 roku Fabryka Wyrobów Nożowniczych Gerlach zatrudniała 1783 osoby, a produkcja wzrosła 10-krotnie w stosunku do roku 1947. W latach sześćdziesiątych rozbudowano zakłady "Gerlach", rozpoczęto produkcję noży do maszyn żniwnych. Od 1982 roku firma funkcjonowała jako Fabryka Nakryć Stołowych "Gerlach". W 1992 roku przekształcono ją w Jednoosobową Spółkę Skarbu Państwa, a w 1995 roku w Spółkę Akcyjną. Od momentu ostatniej transformacji firmy i przejęcia jej przez prywatnego właściciela datuje się coraz silniejszy rozwój spółki i marsz po kolejnych szczeblach drabiny prowadzącej na szczyty rankingów najlepszych polskich marek. Na przestrzeni ostatnich 7-dmiu lat oferta marki Gerlach S.A. została znacznie poszerzona. Dziś tworzy kompleksową oprawę dla stołu, pozwalając uświetnić uroczystości domowe i spowodować aby każdy wspólny posiłek w rodzinnym gronie mógł być odpowiednio celebrowany."
A tak prezentują się noże, które są ostre jak brzytwa (dzisiaj Tata kroił twardy chleb jak masło!!!):
Ten ostatni jest moim ulubieńcem :) Czuję, że będę musiała spędzić wiele godzin zanim się tego nauczę, ale może chociaż nie stracę palca ^^ Ale później będzie co pokazać. W końcu GOTOWANIE TO SZTUKA!
P.S
Dla ciekawych sztuki szybkiego krojenia zapraszam na filmik!
Otóż wczoraj wróciłam do domu z tygodniowego pobytu w Helsinkach (relacja i przepisy JUŻ WKRÓTCE!!!) i Mama oznajmiła, że nareszcie kupiła nowy zestaw noży, o którym mówiła już od długiego czasu.
Bezsprzecznie zestaw się przyda. Jednak wracając samochodem z lotniska myślałam, że to jakieś zwykłe narzędzia kuchenne. Generalnie - nic specjalnego. Od zawsze marzyłam o tym, żeby nauczyć się szybko ciąć marchewkę takim ogromnym nożem, który w rękach specjalisty wygląda jakby płynął...
W każdym razie, gdy przekroczyłam próg domu, pobiegłam zobaczyć ten nowo zakupiony zestaw i doznałam szoku! Wśród 5 noży znajdował się właśnie ten!!! Jestem przeszczęśliwa, bo naukę zaczęłam od razu ^^
Dodatkowo, noże nie byle jakie, bo firmy Gerlach. Skusiło mnie to do zopoznania krótko z historią firmy. Oto co znalazłam:
"Początki firmy Gerlach sięgają roku 1760 i wiążą się z osobą Filipa Szaniawskiego, założyciela fabryki
i budowniczego wielkiego pieca, który stanowił punkt wyjścia do jej szybkiego rozwoju.
W 1824r., po praktykach odbytych w Wiedniu i Berlinie, przybył do Warszawy Samuel Gerlach. Wyroby firmy Gerlach, usytuowanej wtedy przy ulicy Podwale, cieszyły się wielkim uznaniem, a ich wysoką jakość potwierdzały złote medale, przyznawane na licznych wystawach sprzętu technicznego. Najważniejszym wyróżnieniem stało się zezwolenie cechowania wyrobów znakiem korony, nadane przez samego cara Mikołaja I. Korona ta jest odtąd istotnym elementem godła Gerlach.
W 1846r. Kierownictwo fabryki przejął August Kobylański. Ten wielki patriota, zaangażowany w sprawy wyzwolenia kraju, został niestety po klęsce Powstania Styczniowego osadzony w warszawskiej Cytadeli. Rodzina Kobylańskich była zmuszona sprzedać fabrykę.
W 1875r. Samuel Kobylański, potomek powstańca, wskrzesił firmę pod nazwą "S. Kobylański dawniej S. Gerlach". Pragnąc nawiązać do dawnych tradycji Gerlacha, usilnie pracował nad dostosowaniem jej do wymagań rynku. Solidne wyroby firmy podbiły rynek całego Królestwa Polskiego. W 1886 roku Samuel Kobylański kupił Kuźnice Drzewickie i przeniósł firmę do Drzewicy. Na nowym miejscu, pod nowa nazwą "Bracia Kobylańscy Fabryka Wyrobów Stalowych dawniej Gerlach" fabryka rozpoczęła produkcję w 1893 roku. Samuel Kobylański, modernizując zakłady zastąpił najpierw siłę napędową wody, parą, a wkrótce silnikiem spalinowym.
W 1928r. Spółka została przekształcona w przedsiębiorstwo "Kobylańscy Spółka Akcyjna dla Przemysłu
i Handlu Wyrobami Stalowymi". W latach trzydziestych jej kierownictwo powierzono synowi Samuela - Kazimierzowi Kobylańskiemu, który przeprowadził wiele reform - m.in. uruchomił nowe wydziały produkcyjne i zelektryfikował fabrykę. Dynamiczny rozwój przerwała II Wojna światowa. W 1943 roku pracowników fabryki wraz z maszynami wywieziono do miejscowości Guben w Niemczech.
Po wojnie odzyskano większą część maszyn i od 1945 roku wznowiono produkcję pod zarządem państwowym. W 1955 roku Fabryka Wyrobów Nożowniczych Gerlach zatrudniała 1783 osoby, a produkcja wzrosła 10-krotnie w stosunku do roku 1947. W latach sześćdziesiątych rozbudowano zakłady "Gerlach", rozpoczęto produkcję noży do maszyn żniwnych. Od 1982 roku firma funkcjonowała jako Fabryka Nakryć Stołowych "Gerlach". W 1992 roku przekształcono ją w Jednoosobową Spółkę Skarbu Państwa, a w 1995 roku w Spółkę Akcyjną. Od momentu ostatniej transformacji firmy i przejęcia jej przez prywatnego właściciela datuje się coraz silniejszy rozwój spółki i marsz po kolejnych szczeblach drabiny prowadzącej na szczyty rankingów najlepszych polskich marek. Na przestrzeni ostatnich 7-dmiu lat oferta marki Gerlach S.A. została znacznie poszerzona. Dziś tworzy kompleksową oprawę dla stołu, pozwalając uświetnić uroczystości domowe i spowodować aby każdy wspólny posiłek w rodzinnym gronie mógł być odpowiednio celebrowany."
A tak prezentują się noże, które są ostre jak brzytwa (dzisiaj Tata kroił twardy chleb jak masło!!!):
Ten ostatni jest moim ulubieńcem :) Czuję, że będę musiała spędzić wiele godzin zanim się tego nauczę, ale może chociaż nie stracę palca ^^ Ale później będzie co pokazać. W końcu GOTOWANIE TO SZTUKA!
P.S
Dla ciekawych sztuki szybkiego krojenia zapraszam na filmik!
środa, 13 lipca 2011
lasagne z dziewczętami
Zapowiadana wcześniej domowa lasagne!
Najpierw z Marczą, Hipisem i Fasolą zrobiłyśmy obiad, następnie na deser - tiramisu cups. Niestety zabrakło baterii w aparacie ale uratował nas telefon Hipisa ^^ Dlatego bardzo, bardzo, BARDZO dziękuję za zdjęcia :*
ilość porcji: duża blacha starcza dla 6-8 osób
Do garnka wlej trochę oleju i rozgrzej. Tylko nie wkładaj dłoni do garnka jak zrobiła to Marcza ^^ Podsmaż pokrojoną uprzednio dość drobno cebulę. Następnie dodaj mięso. Duś je pod przykrywką przez 10 minut. Na końcu dosól je i dodaj pieprz do smaku. Nie zapomnij o przyprawach!
Blachę posmaruj masłem (podstawę i boki). Na spodzie połóż warstwę makaronu. Następnie nałóż połowę mięsa i dodaj połowę przecieru pomidorowego. Znów warstwa makaronu i ponownie mięso z makaronem. Na górze ostatni makaron i posyp go startym żółtym serem.
Lasagne włóż do piekarnika (180 stopni) na około 30-40minut.
Notka:
1. im mniejsza blacha - tym wyższa lasagne i więcej warstw
2. możesz dodać więcej warzyw - lasagne będzie lepsza i zdrowsza
3. nie zrobiłyśmy sosu beszamelowego, żeby obiad nie był za ciężki
Zdjęcia trochę głupawe, ale spotkanie było baaaaaaaaaaaardzo udane! Tyle czasu się nie widziałyśmy! Było nadzwyczaj "kulturalnie" ^^ Filiżanki z Lubiany musiały się pojawić i sztućce nieomalże rodowe - również!
Najpierw z Marczą, Hipisem i Fasolą zrobiłyśmy obiad, następnie na deser - tiramisu cups. Niestety zabrakło baterii w aparacie ale uratował nas telefon Hipisa ^^ Dlatego bardzo, bardzo, BARDZO dziękuję za zdjęcia :*
ilość porcji: duża blacha starcza dla 6-8 osób
- 1 opakowanie prostokątnych płatów makaronu
- 500g mięsa mielonego
- 2-3 cebule
- 1 duży słoik przecieru pomidorowego
- 200g sera żółtego w kawałku
- oregano
- bazylia
- pieprz i sól
Do garnka wlej trochę oleju i rozgrzej. Tylko nie wkładaj dłoni do garnka jak zrobiła to Marcza ^^ Podsmaż pokrojoną uprzednio dość drobno cebulę. Następnie dodaj mięso. Duś je pod przykrywką przez 10 minut. Na końcu dosól je i dodaj pieprz do smaku. Nie zapomnij o przyprawach!
Blachę posmaruj masłem (podstawę i boki). Na spodzie połóż warstwę makaronu. Następnie nałóż połowę mięsa i dodaj połowę przecieru pomidorowego. Znów warstwa makaronu i ponownie mięso z makaronem. Na górze ostatni makaron i posyp go startym żółtym serem.
Lasagne włóż do piekarnika (180 stopni) na około 30-40minut.
Notka:
1. im mniejsza blacha - tym wyższa lasagne i więcej warstw
2. możesz dodać więcej warzyw - lasagne będzie lepsza i zdrowsza
3. nie zrobiłyśmy sosu beszamelowego, żeby obiad nie był za ciężki
Zdjęcia trochę głupawe, ale spotkanie było baaaaaaaaaaaardzo udane! Tyle czasu się nie widziałyśmy! Było nadzwyczaj "kulturalnie" ^^ Filiżanki z Lubiany musiały się pojawić i sztućce nieomalże rodowe - również!
![]() |
| etap I : Marcza kroi cebulę |
![]() |
| etap II : Marcza smaży cebulę z mięskiem |
![]() |
| etap III : Hipis wcina gotową lasagne! |
![]() |
| kultura musi być! - Fasola a'la herbatka u królowej Elżbiety |
![]() |
| z paluszkiem i okularkami |
![]() |
| przesłodkie, niestety rozmazane |
![]() |
| z Fasolą stanowimy dobrany duet ^^ |
![]() |
| i kolejne zdjęcie w stylu "słodkie dziunie" |
środa, 6 lipca 2011
tiramisu cups
Ten wpis dedykuję najwspanialszym dziewczętom na świecie : Fasoli, Marczy i Hipisowi <3
Minimalizm zagościł do kuchni! Lekkie tiramisu w mniejszym wydaniu to alternatywna wersja klasycznego deseru, który kojarzy się z mnóstwem kalorii. Od dzisiaj nie musisz sobie odmawiać przyjemności!
Na spotkanie z Hipisem, Marczą i Fasolą wymyśliłam ten mini-deser, ponieważ jest prosty i szybko się go robi. Co więcej wygląda NAPRAWDĘ efektownie, pomimo swoich rozmiarów.
To, żeby razem coś ugotować, było pomysłem Marczy. A dodatkowo stało się okazją do zebrania we czwórkę jak "za dawnych, dobrych lat". I udało się!
Najpierw przyrządziłyśmy tiramisu, następnie lasagne (przepis znajdziesz tutaj :) ). Jak się łatwo domyślić - wszystko wyszło niesamowicie smaczne! I rozgrzało dyskusje na temat otwarcia pewnego lokalu... Ale tego nie zdradzę, żeby przyszła konkurencja nie czytała ^^ W każdym razie mamy cudowną wizję wspólnej współpracy w gastronomii.
A teraz pora na bajecznie łatwy i efektowny przepis na tiramisu cups.
ilość porcji: 4 małe szklaneczki
Śmietanę ubij na sztywno mikserem. Dodaj cukier-puder i serek mascarpone. Zmiksuj. Biszkopty połam na mniejsze części. Połowę tabliczki czekolady rozpuść w kąpieli wodnej i odstaw do wystygnięcia. Zalej wrzątkiem kawę (około pół szklanki wody) i mieszaj aż troszkę przestygnie. Dodaj do kawy alkohol.
Deser będzie się składał z 3 warstw biszkoptów :
1. na spodzie - suche
2. w środku - maczane w kawie z alkoholem
3. na górze - suche
Ułóż pierwszą warstwę suchych biszkoptów na spód szklanki. Do rękawa cukierniczego nałóż masę ze śmietany i serka mascarpone i wyciśnij na biszkopty. Następnie druga warstwa - zanurz części biszkoptów w kawie i ułóż na śmietanie. Następnie polej biszkopty rozpuszczoną czekoladą. Teraz znów kolej na masę śmietankową. Na nią połóż trzecią warstwę biszkoptów - suchych. Na to znowu śmietana.
Włóż do lodówki, żeby desery się schłodziły. Przed podaniem zetrzyj kawałek czekolady, posyp tiramisu. Połóż owoce i podawaj.
Notka:
1. kawę zrób taką mocną jaką lubisz.
2. alkoholu dodaj tyle, żeby Ci smakowało. nie może być za dużo, bo będzie czuć sam alkohol
3. zrobiłam 3 warstwy biszkoptów suchych i mokrych, żeby deser nie był nudny i jednolity
4. jeśli masz inne owoce - ananas, brzoskwinię, czereśnie lub truskawki - możesz je spokojnie zastąpić malinami czy borówkami
5. deser jest na tyle elastyczny, że zamiast biszkoptów możesz dodać same owoce - wtedy deser będzie jeszcze mniej kaloryczny :)
Dziękuję dziewczynom za pomoc, bo miałyśmy dużo frajdy w robieniu deseru a, chyba musicie przyznać, wyszedł naprawdę zjawiskowo! :)
Minimalizm zagościł do kuchni! Lekkie tiramisu w mniejszym wydaniu to alternatywna wersja klasycznego deseru, który kojarzy się z mnóstwem kalorii. Od dzisiaj nie musisz sobie odmawiać przyjemności!
Na spotkanie z Hipisem, Marczą i Fasolą wymyśliłam ten mini-deser, ponieważ jest prosty i szybko się go robi. Co więcej wygląda NAPRAWDĘ efektownie, pomimo swoich rozmiarów.
To, żeby razem coś ugotować, było pomysłem Marczy. A dodatkowo stało się okazją do zebrania we czwórkę jak "za dawnych, dobrych lat". I udało się!
Najpierw przyrządziłyśmy tiramisu, następnie lasagne (przepis znajdziesz tutaj :) ). Jak się łatwo domyślić - wszystko wyszło niesamowicie smaczne! I rozgrzało dyskusje na temat otwarcia pewnego lokalu... Ale tego nie zdradzę, żeby przyszła konkurencja nie czytała ^^ W każdym razie mamy cudowną wizję wspólnej współpracy w gastronomii.
A teraz pora na bajecznie łatwy i efektowny przepis na tiramisu cups.
ilość porcji: 4 małe szklaneczki
- 1 serek mascarpone 250g
- 1 śmietana mała 36%
- 3 łyżki cukru-pudru
- 1 opakowanie biszkoptów
- kawa rozpuszczalna
- zagotowana woda
- 1 łyżka amaretto lub innego słodkiego i aromatycznego alkoholu
- 1 gorzka czekolada
- maliny lub borówki amerykańskie do dekoracji
Śmietanę ubij na sztywno mikserem. Dodaj cukier-puder i serek mascarpone. Zmiksuj. Biszkopty połam na mniejsze części. Połowę tabliczki czekolady rozpuść w kąpieli wodnej i odstaw do wystygnięcia. Zalej wrzątkiem kawę (około pół szklanki wody) i mieszaj aż troszkę przestygnie. Dodaj do kawy alkohol.
Deser będzie się składał z 3 warstw biszkoptów :
1. na spodzie - suche
2. w środku - maczane w kawie z alkoholem
3. na górze - suche
Ułóż pierwszą warstwę suchych biszkoptów na spód szklanki. Do rękawa cukierniczego nałóż masę ze śmietany i serka mascarpone i wyciśnij na biszkopty. Następnie druga warstwa - zanurz części biszkoptów w kawie i ułóż na śmietanie. Następnie polej biszkopty rozpuszczoną czekoladą. Teraz znów kolej na masę śmietankową. Na nią połóż trzecią warstwę biszkoptów - suchych. Na to znowu śmietana.
Włóż do lodówki, żeby desery się schłodziły. Przed podaniem zetrzyj kawałek czekolady, posyp tiramisu. Połóż owoce i podawaj.
Notka:
1. kawę zrób taką mocną jaką lubisz.
2. alkoholu dodaj tyle, żeby Ci smakowało. nie może być za dużo, bo będzie czuć sam alkohol
3. zrobiłam 3 warstwy biszkoptów suchych i mokrych, żeby deser nie był nudny i jednolity
4. jeśli masz inne owoce - ananas, brzoskwinię, czereśnie lub truskawki - możesz je spokojnie zastąpić malinami czy borówkami
5. deser jest na tyle elastyczny, że zamiast biszkoptów możesz dodać same owoce - wtedy deser będzie jeszcze mniej kaloryczny :)
Dziękuję dziewczynom za pomoc, bo miałyśmy dużo frajdy w robieniu deseru a, chyba musicie przyznać, wyszedł naprawdę zjawiskowo! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































